marszrutka blog

Twój nowy blog

Moja przedmowa, która ostecznie nie weszła do tomiku Ja i inne piękności:


Dwie półkule, dwa
półksiężyce, stabilizator i sok

czyli

dwa słowa i trzy
grosze od tłumaczki

 

Jednym z powodów, dla których
pewnego pięknego dnia warto porzucić uporządkowane, przewidywalne życie i
wyruszyć na zupełnie nieprzewidywalną wyprawę na Ukrainę, jest magia. Głęboko
zakorzeniona w folklorze, w wierzeniach i podaniach ludowych, pełna czarów,
czartów, czarownic, czarodziejów, czarująca i czarowna, dotykająca i dotykalna,
zdumiewająco żywa i aktualna – magia. Na Ukrainie przygody czają się na każdym
kroku, wychylają zza każdego węgła, nikogo i niczego nie można być tam pewnym,
każdy może okazać się zupełnie kimś innym, wszystko na pewno potoczy się
inaczej, zgoła inaczej, o zgrozo inaczej. Można z tym walczyć, szarpać się i
buntować, unikać i uciekać, ale dużo przyjemniej jest poddać się tej
atmosferze, dać się oczarować i zaczarować, odmienić i zamienić w kogoś innego.
Dużo przyjemniej i dużo mądrzej jest zamiast uciekać od siebie, do siebie
powrócić – do siebie pierwotnego, siebie dziecięcego, siebie śniącego,
siebie-na-początku i z takim sobą się zjednoczyć.

Wiersze Hali Tkaczuk, tak samo
zresztą, jak i jej opowiadania, rozgrywają się gdzieś na przecięciach różnych
światów i różnych stanów. Ma się wrażenia, że gdzieś między wersami przez
ułamek sekundy – niestety, tylko ułamek sekundy – któryś z naszych zmysłów
odbiera przebłysk czegoś głębszego, tajemnego, czasem pięknego, czasem
strasznego i już-już zdaje się, że dotkniemy tego, złapiemy za ogon, pióro czy
promień. To tylko chwila, która pozostawia po sobie niedosyt i każe szukać się
jeszcze, znowu i znowu, bez końca. Szukać tak naprawdę w sobie – wracać do
czasów, kiedy wszystko wokół nas żyło: i rzeka, i wiatr, i pociąg, i zmarli też
nigdy nie umierali, tylko wiedli dalej swoje życie, choćby pod wodą czy też w
czytelni, a o przygodach kotów czy ptaków to już całe tomy można było napisać.

I niektórzy pisali, niektórzy
piszą nadal. Literatura ukraińska przesiąknięta jest realizmem magicznym, takim
swojskim, baśniowym, sennym, ludowym. Ta czarodziejskość, tak naturalnie i
lekko wypełniająca strony ukraińskich powieści i tomików poetyckich, jakby to
było jej najbardziej oczywiste miejsce (a czyż nie jest? i dlaczego w
literaturze polskiej aż tak nie jest?), nieustannie mnie zadziwia i zachwyca. I
aż zazdrość bierze, że nasi za-graniczni bracia i siostry po piórze są w takiej
komitywie z wszelkiej maści dobrymi i złymi duchami (którym u nas, zdaje się,
już dawno pozwolono wyginąć), i że tak często-gęsto zaglądają pod podszewkę
tego być może wcale nie najlepszego ze światów.

Czy ja
tych wierszy (a pewnie i inne piękności też) nie dojrzała jeszcze, żeby
być dorosła, czy raczej dorosła już do tego, żeby być dzieckiem? Jeszcze jest
naiwna czy znowu ma odwagę być naiwna? Jest z tego, czy któregoś z innych światów?
Jest człowiekiem czy ptakiem? Śpi jeszcze czy już? Jeśli się obudziła, to w
jakim świecie? Czy dzieli go na dwie półkule, dwa półksiężyce, stabilizator
i sok
? Czy pociesza w nim topielców?

Przekonajcie
się sami, jakie baśnie i sny opowiada Hałyna Tkaczuk, przekonajcie się też
sami, czy warto się będzie z nich obudzić.

 

(Aneta Kamińska)

 

To był naprawdę szalony i bardzo ukraiński rok. Blog został zaniedbany zupełnie, ale w dużej mierze dlatego, że działo się dużo, momentami nawet za dużo.

W lecie ukazał się dwujęzyczny tomik Hałyny Tkaczuk w moim przekładzie (również w moim wyborze i układzie):

***

 

Zanim jeszcze ujawnisz się ze swoją obecnością w Kijowie

i podzielisz go na dwie półkule,

dwa półksiężyce, stabilizator i sok,

nie zapomnij o maleńkiej

stacyjce Tarasiwka.

Przyhamuj, zatrzymaj się, stań.

Otwórz mi wszystkie wagony.

Poproś swojego pomocnika, żeby wyszedł na peron

i przekonał się, że pośród dziesiątków mężczyzn i kobiet

przyszłam do ciebie i ja.

 

Jeśli mnie jednak nie będzie,

poczekaj jakieś dziesięć sekund.

Zapowiedz następny przystanek, ale nie ruszaj.

Patrz na lewo.

Tam spomiędzy kolorowych metalowych klocków

powinnam pojawić się ja.

Łatwo rozpoznać z daleka: będę szybko biec,

policzki będą czerwone.

 

Już jak dobiegnę do przydworcowego placu,

zobaczę: szlaban zamknięty.

Dobiegnę do budek – zobaczę twoją majestatyczną

żelazną głowę.

Poczekaj jeszcze cztery sekundy.

Przetnę tory prosto przed twoimi

śmiercionośnymi kołami,

wdrapię się bez schodów na peron

i wtłoczę się w pierwsze drzwi.

Wtedy ruszaj.

 

Jeśli jednak stoisz, a mnie nie ma,

i już ruszasz, a ja dopiero obiegam szlaban,

i wciąż jeszcze mam nadzieję przebiec przed tobą

i zdążyć,

a ty już ruszyłeś,

a ja nie mogę się zatrzymać –

krzyknij!!!

Wtedy zatrzymam się, zastygnę,

przeczekam, aż miną wszystkie twoje niezliczone wagony,

wejdę sama na peron

otoczony trawami

i będę czekać na następną obecność.


Czarna kawka

 

Jakoś zebrałyśmy się,

ja

i inne piękności,

żeby znaleźć w biały dzień

gniazdo czarnej kawki.

Szukałyśmy jej śladu

na ulicach i w knajpach,

na uniwersytetach,

niech to diabli wezmą,

w filharmoniach,

w parkach

i w gościach.

Słowem, wszędzie,

dokąd sięgała

nasza wyrośnięta

wyobraźnia.

I w końcu znalazłyśmy ślad.

A potem i same gniazdo.

Było tam strasznie narzucane.

Panował nieład.

Jak to bywa

w gnieździe.

Były tam jakieś rajstopy i kolczyki,

wydruki wierszy

wiadomego autorstwa

wątpliwej jakości

w niebezpiecznej odległości

od zapalonych świeczek

i my same

w niebezpiecznej odległości

od czarnej kawki.


(tłum. Aneta Kamińska)

W Światowy Dzień Pisarza z
wielką radością ogłaszam, że „autoportret szczątkowy” zdobył tytuł
Wiersza Roku portalu „Ha!art”. Wszystkim, którzy głosami udzielili nam
wsparcia i poparcia – bardzo, bardzo dziękuję! :-)

Tutaj można przeczytać wiadomość, zobaczyć wyniki głosowania i obejrzeć (oraz usłyszeć) „autoportret”:

http://ha.art.pl/wiadomosci/1656-autoportret-szczatkowy-anety-kaminskiej-wierszem-roku-portalu-haart.html

(Aneta Kamińska)
 

Apel pisarzy ukraińskich

do współobywateli

w Dniu Języka
Ojczystego

 

Szanowni współobywatele, drodzy
czytelnicy!

Żyjemy w kraju, który
nazywa się Ukraina, i stajemy się świadkami cichej wojny politycznej przeciw
wartościom, które składają się na podwaliny tożsamości ukraińskiej. W czasie
tej niełatwej próby dla każdego obywatela naszego kraju zwracamy się do
wszystkich z apelem, by nie milczeć i okazywać swoje stanowisko obywatelskie
wszędzie i zawsze, gdzie i kiedy tylko powstaje zagrożenie dla wartości konstytucyjnych
państwa ukraińskiego.

Bierne stanowisko
obywateli ukraińskich dziś już jutro może przeistoczyć się w klęskę
humanistyczną.

Kraj rozdziela nie język,
ukraiński czy rosyjjski — kraj rozdziela prowokatorska agresywna ukrainofobiczna
polityka rządu, który stosując dawną jak świat taktykę «divide et impera» usiłuje
odwrócić uwagę narodu od własnych porażek gospodarczych i dyplomatycznych.


Prowokacje narastają
lawinowo. Zamknięcie szkół ukraińskich na Wschodzie Ukrainy jest hipokrytycznie
przedstawiane jako «optymizacja kosztów». Z podręczników historii wyrywa się
strony zalane krwią naszych przodków, którzy oddali życie, abyśmy dziś żyli w
niepodległym suwerennym unitarnym państwie. Klęska głodowa z 1933 roku, to
stalinowskie ludobójstwo przeciw narodowi ukraińskiemu, nasza największa
katastrofa narodowa, której skutki Ukraina wciąż boleśnie odczuwa, z godnym pióra
Orwella cynizmem jest nazywana jedynie skutkiem błędnie przeprowadzonej
kolektywizacji. Z programów szkolnych usuwa się «niewygodne» dla władz utwory. Tymczasem
koncepcja oświaty literackiej w szkołach ogólnokształcących jest uzupełniana
przez nieznanych autorów na korzyść literatury rosyjskiej, w której cieniu
rzekomo dojrzewała literatura ukraińska, co jest nie tylko otwartym fałszerstwem
historycznym, lecz także bezpośrednim poniżeniem wartości literatury ukraińskiej
i jej geniuszy. W eterze radiostacji już od dawna nie sposób znaleźć muzyki
ukraińskiej, przestrzeń telewizyjna jest w całości zagospodarowana przez
audycje rosyjskie «z drugiej ręki», duże sieci księgarni w Ukrainie należą do właścicieli
rosyjskich, troszczących się o interesy książki rosyjskiej.


Podobnie jak w czasach
kolonialnych, nas znów usiłują przekonać, jakoby ukraińska produkcja twórcza,
dla większości Ukraińców po prostu nieosiągalna, była «niekonkurencyjna». W dwudziestym
roku po rozpadzie imperium sowieckiego nam znów usiłują przyszczepić poczucie niższości,
czegoś, co «nie mieści się w formacie», — nie mieści się w ich formacie wszystko
co ukraińskie.


Odczuwamy szacunek dla
kultur i literatur wszystkich narodowości Ukrainy składających się na jedyny
naród ukraiński. Jesteśmy solidarni z pisarzami rosyjskimi, polskimi,
krymskotatarskimi, żydowskimi, węgierskimi, rumuńskimi, gruzińskimi, z
pisarzami innych narodowości, którzy żyją i tworzą w Ukrainie, są jej
obywatelami i uznają jej podstawowe wartości konstytucyjne. Wypowiadamy się
zdecydowanie przeciw podsycaniu ksenofobii, nie dzielimy ludzi na «obcych» i
«swoich», scalamy kraj zamiast rozdzierać go na Wschód i Zachód, Południe i Północ.

Nie wymagamy od państwa
ani dotacji, ani stypendiów prezydenckich, ani emerytur rządowych, nie wpadamy
w rozpacz przez to, że państwo nic nie robi dla promocji literatury ukraińskiej
na świecie. Lecz jesteśmy autorami, ponosimy odpowiedzialność za słowo ukraińskie
i naszym obowiązkiem zawodowym jest stać w obronie swego czytelnika, który chce
czytać po ukraińsku i wybiera książkę ukraińską.


Jesteśmy dumni ze znanych
na całym świecie muzyków ukraińskich i chcemy słyszeć w eterze muzykę ukraińską
i słowo ukraińskie.


Podkreślamy, że obecność
języka ukraińskiego w przestrzeni informacyjnej nie może być podporządkowana
chwilowym zyskom handlowym właścicieli środków masowego przekazu. Przecież język
ukraiński jako państowy jest chroniony przez Konstytucję Ukrainy, na mocy której,
przypominamy, «Pańswo zabezpiecza wszechstronny rozwój i funkcjonowanie języka
ukraińskiego we wszystkich dziedzinach życia społecznego na całym terytorium
Ukrainy».

Jesteśmy przekonani, że
dygnitarze wszystkich rang powinni nie tylko znać język państwowy, lecz także mówić
w tym języku publicznie.


Przestrzegamy
przedstawicieli władz i organów ścigania przed ingerowaniem w sprawy kultury ukraińskiej,
przed wprowadzeniem kontroli i cenzury, przed uciskiem wolności słowa.


Przesztrzegamy krótkowzrocznych
polityków przed niegodnymi działaczy państwowych zamachami na podwaliny państwowości
— przed wprowadzeniem zmian do Konstytucji Ukrainy i próbami przepisania na
nowo Hymnu Ukrainy.

Bronimy prawa naszych
dzieci na pamięć historyczną — na prawdziwą, nie przekrojoną na miarkę
sowieckiej koniunktury ideologicznej wiedzę o drugiej wojnie światowej, Leninie,
Stalinie, UPA, klęsce głodowej z 1933 roku, bohaterach Krut, Iwanie Mazepie, Stepanie
Banderze, walce narodowo-wyzwoleńczej, o wydarzeniach i działaczach historii
totalitarnego XX wieku.


To wszystko są niepodważalne
prawa naszego narodu. Żadna władza w kraju, który nazywa się Ukraina, nie śmie
nam ich zabrać.

 

Po tygodniowej przerwie
głosowanie na Internetowy Wiersz Roku zostało wznowione. Niestety,
zupełnie od początku. Już mieliśmy takie wspaniałe wyniki, a teraz
musimy wszystko zaczynać od nowa. Wasze wsparcie jest bardzo, bardzo
potrzebne! Inaczej zwariuję od tego konkursu i nie zamieszczę już
żadnej notki! Pomocy! ;-)))

Głosować można tutaj:

http://ha.art.pl/wiadomosci/1598-wybory-wiersza-roku-2010-portalu-haart.html

Tym razem głos trzeba potwierdzić mailowo.




(Aneta Kamińska)

Informację o „autoportrecie szczątkowym” i o głosowaniu na Internetowy Wiersz Roku zamieściły dwa portale ukraińskie: Druh Czytacza i Litakcent.
Głosowanie trwa jeszcze do końca miesiąca, więc jeśli komuś przypadł do
gustu ten interaktywny wiersz, może jeszcze nas wesprzeć i poprzeć na
stronie Ha!artu. Przyjaźń polsko-ukraińska musi wygrać. ;-)

(Aneta Kamińska)

Dzięki Waszym głosom „autoportret szczątkowy” prowadzi! Musimy utrzymać prowadzenie do końca miesiąca, więc Wasze głosy cały czas są potrzebne!

Obejrzeć animacje i głosować można tutaj:

http://ha.art.pl/wiadomosci/1598-wybory-wiersza-roku-2010-portalu-haart.html

W tym polsko-ukraińskim zwariowanym projekcie udział wzięli:

Wiersze: Aneta Kamińska
Przekład: Bohdana Matijasz
Głos: Nazar Honczar
Muzyka i dźwięk: Elektroliryka
Animacja i programowanie: David Sypniewski

Wiersz jest interaktywny, więc klikajcie i włączcie głośniki. Miłych wrażeń!

Aneta Kamińska

Mój wiersz interaktywny „autoportret szczątkowy” z cyklu „autoportret z martwą naturą. ostatnie wiersze nazara honczara” bierze udział w konkursie na internetowy wiersz roku portalu „Ha!art”. Jeśli macie ochotę, proszę o wsparcie tego projektu polsko-ukrainskiego. ;-)

Głosować można tu:

http://ha.art.pl/wiadomosci/1598-wybory-wiersza-roku-2010-portalu-haart.html

Wiersz jest interaktywny, więc trzeba klikać, żeby się coś działo i mieć włączone głośniki. ;-)

Aneta Kamińska

Na zachętę po jednym wierszu trojga autorów, których
wiersze można przeczytać w najnowszym „Tyglu Kultury”. Odsłona pierwsza,
liryczna i oniryczna.

 

 

Chrystia Wenhryniuk

 

000 129

 

Kiedy kończą się wszystkie dźwięki,

wydaje się, że za oknem ktoś stoi,

a ty wzdrygasz się w rytm deszczu

i nie pozostaje mi nic innego,

jak przywiązać cię do sufitu

i powoli patrzeć, jak opadasz w moje objęcia.

Kiedy kończą się sny,

wydaje mi się, że to ty się kończysz

i przedłużam cię, ale ty się nie przedłużasz.

Wtedy wpatruję się w linie na twoich dłoniach

i wymarzam sobie, jak się starzejesz.

Od niedawna wiem, że już odeszłaś,

ale codziennie zaglądasz w moje okno,

żeby sprawdzić.

Bo nikt więcej.

 

 

Łeś Bełej

 

listopad

 

leżę zasypany

liśćmi myśli

o tobie

 

w tym czasie ty

napuszczasz sobie wodę do wanny

 

kąpiesz się w niej

nie rozbierając się

nie zrzucając nawet

płaszcza ani butów

 

ociężałe ubranie

jak bluszcz przylega do twojego ciała

 

opuszki palców marszczą się

jak przejrzałe winogrona

 

twoje włosy miękną

tak jak mięknie opółnocny szept

w uchu śpiącego

 

woda całuje cię w skronie

rozpuszczając cierpkie myśli

 

wydychasz całe powietrze

pragnąc zdmuchnąć

czarny kaganiec

strachu

 

wypuściwszy z wanny wodę

widzisz

rozmokłe liście

na dnie.

 

 

 

Hryhoryj Semenczuk

 

pierwsze wiosenne deszcze

 

jej ciało jest stworzone żeby poruszać się w tańcu

powolnym jak pierwsze wiosenne deszcze.

przypominam sobie tylko część jej twarzy.

liczę na palcach noce:

trzy, dwie, jedna.

arterie miasta wypełniły się ludem.

od niej pachnie piaskiem,

ode mnie – papierosami.

lepkie poczucie rzeczywistości.

kruche poczucie wolności.

 

od czego chcesz uciekać – pytam,

przecież widzisz naokoło są jednakowi ludzie,

prawa, typowi biurokraci,

dzikie zwierzęta. od czego chcesz uciekać,

a dokładniej dokąd?

wystarczy szeroko otworzyć oczy.

włóczyć się po starych ulicach.

i widzieć to, jak na geniuszu żeruje

przeciętność,

wystarczy wytrzymać w sobie nienawiść,

korzystać z tych dni, tych wieczorów,

wypełnionych pogróżkami o wezwaniu policji.

 

jutro wyschnie gardło. spojrzę na ciebie,

na to, jak śpisz, jak rozganiasz włosami powietrze,

jak przyciskasz do piersi książki

napisane nie dla ciebie i nie o tobie.

czy odważy się ktoś to naruszyć?

wygnać nas na plac?

 

zamknąłem wszystkie drzwi. zasłoniłem okna.

naruszając ciszę – całuję cię.

drżysz jak drżą przechodnie,

kiedy grzmot okupuje miasto,

rozganiając wszystkich tubylców do drzwi,

rozlewając deszcz po twoim balkonie.

 

kiedyś nas zabraknie.

ale chciałbym, żeby przechodnie uśmiechali się

na zapach piasku i papierosów,

a ty ciągle leżysz i tak do ciebie pasują

pierwsze wiosenne deszcze.

 

 

(tłum. Aneta Kamińska)

 

Niezależnie od wyników podsumowań i zestawień, które na
Ukrainie już się odbywają i odbywać się pewnie będą, w moim prywatnym rankingu
polskiej tłumaczki i amatorki literatury ukraińskiej pierwsze miejsce w 2010
roku niepodzielnie zajmuje antologia Snowidy. Sny ukraińskich pisarzy.
I to w kategorii poezja.

Jest to książka niezwykła. Jedyna w swoim rodzaju. Nie
wiem, czy w ogóle nie pierwsza na świecie tego rodzaju antologia – snów
spisanych przez 80. ukraińskich pisarzy: poetów, prozaików, dramaturgów. Jak
pisze redaktor, Taras Małkowycz, sny te zostały zapisane specjalnie do tej
publikacji (wyjątkiem są, oczywiście, marzenia senne Hryhoryja Skoworody oraz –
jak sądzę – Oksany Zabużko, która notowała je w dzienniku), każdy z nich został
opowiedziany inaczej, w formie i stylu charakterystycznym dla danego autora.


W antologii są sny przeróżne: poetyckie, zmysłowe, piękne,
zabawne, męczące, przerażające, koszmarne. Dzieją się w baśniowych budowlach i
krajobrazach, w domach z dzieciństwa, w wymarłych miastach, w realiach Związku
Radzieckiego i w zupełnie nieznanych miejscach. Pojawiają się w nich bliskie
osoby i zupełnie obce, przyjazne i straszne, zwierzęta i potwory, Achmatowa i
Monica Bellucci, Gorbaczow i Stalin, Janukowycz i Putin. We śnie się lata i
kocha, wchodzi się do lustra i zna się całą mądrość świata, kroi na kawałki
ciało ukochanego i usiłuje się zabić dzieci, ucieka się przed śmiercią i ratuje
się od kogoś od śmierci. Sny są kolorowe, magiczne, niesamowite. A najbardziej
niesamowite są te sny, z których wyraźnie wynika, że podział na świat realny i
nierealny jest nieporozumieniem (i który to niby miałby być bardziej realny?),
że to tak naprawdę jeden świat. Sny, w których wyraźniej odkrywa się jakaś
zasłona i pozwala przez chwilę WIDZIEĆ, SŁYSZEĆ, WIEDZIEĆ. Sny, z których
budzimy się inni i które zmieniają całe nasze życie.  


Ze Snowidami spędziłam dwa dni świąt i –
mimo że miałam nieco inne plany – nie mogłam się od niej oderwać. Czytałam i od
razu tłumaczyłam na brudno sny, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Przeżywałam
przygody razem z bohaterami snów, błądziłam po niezwykłych labiryntach, przeczuwałam
śmierć, uciekałam i bałam się. Doszło do tego, że nie miałam odwagi pójść do
łazienki i wszędzie słyszałam jakieś podejrzane odgłosy. To znaczy, że to jest
PRAWDZIWA książka, z krwi i kości. Prawdziwa poezja.

Jestem wielbicielką snów, sama swoje spisuję, więc
pojawienie się Snowidów ucieszyło mnie niezmiernie. Od
momentu, kiedy tylko usłyszałam o tym projekcie, wiedziałam, że szykuje się
niezwykła uczta. I uczta okazała się naprawdę niezwykła, nawet bardziej niż się
spodziewałam.

Kilka snów ukaże się w lutym w piśmie „Red.”, następne,
mam nadzieję, też wkrótce, gdzie indziej.

(Aneta Kamińska)

 

Snowydy. Sny
ukrajinśkych pyśmennykiw
, red. Taras Małkowycz, Wydawnictwo A-BA-BA-HA-ŁA-MA-HA,
Kijów 2010.


  • RSS