książka - marzenie (senne)

2010-12-29 13:23:51

Niezależnie od wyników podsumowań i zestawień, które na Ukrainie już się odbywają i odbywać się pewnie będą, w moim prywatnym rankingu polskiej tłumaczki i amatorki literatury ukraińskiej pierwsze miejsce w 2010 roku niepodzielnie zajmuje antologia Snowidy. Sny ukraińskich pisarzy. I to w kategorii poezja.

Jest to książka niezwykła. Jedyna w swoim rodzaju. Nie wiem, czy w ogóle nie pierwsza na świecie tego rodzaju antologia – snów spisanych przez 80. ukraińskich pisarzy: poetów, prozaików, dramaturgów. Jak pisze redaktor, Taras Małkowycz, sny te zostały zapisane specjalnie do tej publikacji (wyjątkiem są, oczywiście, marzenia senne Hryhoryja Skoworody oraz – jak sądzę – Oksany Zabużko, która notowała je w dzienniku), każdy z nich został opowiedziany inaczej, w formie i stylu charakterystycznym dla danego autora.



W antologii są sny przeróżne: poetyckie, zmysłowe, piękne, zabawne, męczące, przerażające, koszmarne. Dzieją się w baśniowych budowlach i krajobrazach, w domach z dzieciństwa, w wymarłych miastach, w realiach Związku Radzieckiego i w zupełnie nieznanych miejscach. Pojawiają się w nich bliskie osoby i zupełnie obce, przyjazne i straszne, zwierzęta i potwory, Achmatowa i Monica Bellucci, Gorbaczow i Stalin, Janukowycz i Putin. We śnie się lata i kocha, wchodzi się do lustra i zna się całą mądrość świata, kroi na kawałki ciało ukochanego i usiłuje się zabić dzieci, ucieka się przed śmiercią i ratuje się od kogoś od śmierci. Sny są kolorowe, magiczne, niesamowite. A najbardziej niesamowite są te sny, z których wyraźnie wynika, że podział na świat realny i nierealny jest nieporozumieniem (i który to niby miałby być bardziej realny?), że to tak naprawdę jeden świat. Sny, w których wyraźniej odkrywa się jakaś zasłona i pozwala przez chwilę WIDZIEĆ, SŁYSZEĆ, WIEDZIEĆ. Sny, z których budzimy się inni i które zmieniają całe nasze życie.  


Ze Snowidami spędziłam dwa dni świąt i – mimo że miałam nieco inne plany – nie mogłam się od niej oderwać. Czytałam i od razu tłumaczyłam na brudno sny, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Przeżywałam przygody razem z bohaterami snów, błądziłam po niezwykłych labiryntach, przeczuwałam śmierć, uciekałam i bałam się. Doszło do tego, że nie miałam odwagi pójść do łazienki i wszędzie słyszałam jakieś podejrzane odgłosy. To znaczy, że to jest PRAWDZIWA książka, z krwi i kości. Prawdziwa poezja.

Jestem wielbicielką snów, sama swoje spisuję, więc pojawienie się Snowidów ucieszyło mnie niezmiernie. Od momentu, kiedy tylko usłyszałam o tym projekcie, wiedziałam, że szykuje się niezwykła uczta. I uczta okazała się naprawdę niezwykła, nawet bardziej niż się spodziewałam.


Kilka snów ukaże się w lutym w piśmie „Red.”, następne, mam nadzieję, też wkrótce, gdzie indziej.


(Aneta Kamińska)

 

Snowydy. Sny ukrajinśkych pyśmennykiw, red. Taras Małkowycz, Wydawnictwo A-BA-BA-HA-ŁA-MA-HA, Kijów 2010.


Tagi: recenzje, literatura ukraińska

skomentuj (0)
Strona główna